piątek, 20 września 2013

Australijskie życie



Żyjemy sobie po australijsku, że tak powiem, czyli spacerujemy, treningujemy się i zawsze jesteśmy pełne ozikowej energii. Wydaje mi się, że Api ostatnimi czasy ma jej nawet więcej niż zwykle, przeżywa druga młodość czy jak? Je poziom najarania się na zabawki i prace wzrósł jeszcze bardziej... a ja myślałam że wyższy już nie będzie, ale pozostaje tylko się cieszyć!

Treningi agi idą nam coraz lepiej i przyjemniej. Aktualnie męczymy slalomik oraz przygotowujemy się fizycznie i psychiczne na zbliżające się zawody treningowe. Na treningi do zkwp udaje się nam jeździć regularnie więc brniemy na spokojnie do przodu.



Wróćmy jednak do jej jeszcze bardziej zwiększonego poziomu ADHD. Ostatnio na spacerze biegając po polu jak głupia wyczaiła gołębia i postanowiła go pogonić. Problem w tym, że gołąb nie mógł latać - pewnie miał uszkodzone skrzydełko. Api więc zdziwiona, nie wiedziała co ma począć z ptaszyskiem. Kaja też się nim zainteresowała, ale szybko stwierdziła, że nic z nim nie da się zrobić. April dała się jednak jakoś od niego odciągnąć i pomaszerowałyśmy na boisko. W drodze powrotnej głupie psisko nie mogło się powstrzymać i jak strzała wypruła w miejsce gdzie ostatnio widziała gołębia. Ja miałam skromną nadzieje, że może ukrył się gdzieś dyskretnie, lecz niestety nie zdążył. Szłam więc szybkim krokiem w stronę Api maltretującej ptaka. Po chwili jednak dostrzegłam - miała coś w pysku. COŚ było spore i białe a więc sprawa oczywista, biedny gołąb poległ... Ale to jeszcze nie był koniec. Wyszła mi na przeciw, uszła parę kroków ale nagle chyba stwierdziła, że zdecydowanie nie spodoba mi się jej zdobycz. Stanęła w miejscu przyczajona a gdy usłyszała moją komendę 'przynieś, Api przynieś' odwróciła się gwałtownie i znikła za zakrętem. Odwaliła coś bardzo w szczeniaczkowym stylu, jak robiła to kilka miesięcy temu. Ja w sumie nie spanikowałam. Stwierdziłam, że zaraz pewnie się zatrzyma i ostatecznie się podda, ale zapomniałam że jej mózg wrócił do poziomu szczenięcego. Szłam więc drogą do domu nawołując owsiczkę. Byłam prawie pewna, że znalazła jakieś psie towarzystwo i pewnie teraz zapomniała już nawet o gołębiu (w drodze na boisko mijamy zawsze 'otwarte gospodarstwa' w których burki latają luzem). Zadzwonił telefon. A konkretnie mój tato. Ha i co się okazało? Api przyszła do domu... z gołębiem. Odetchnęłam z ulgą, lecz jednocześnie byłam zła na małego gówniarza, że tak bezstresowo spierniczyła. W każdym razie trafiła dzielnie do domu nie zatrzymując się przy psach i idąc kawałek ulicą. (całe szczęście nie jest ona specjalnie ruchoma) Ciekawa tylko jestem jakie były miny ludzi widzących psa, samego, w obroży, niosącego gołębia... Musiała być to niezła sensacja.

   



A Kajeczka żyje sobie po swojemu. Chodzi na spacerki, je, pije, sztuczkuje i śpi. Staruszka się rozcieczkowała, więc muszę na nią bardziej uważać ;)

POZDRAWIAMY!
Gabi, April, Kaja.

sobota, 7 września 2013

' This is our lives on holiday! '

Wakacyjna produkcja, czyli moje początki z Vegasem:

POLECAM OGLĄDAĆ W HD!!



Co prawda nie ma tego za dużo, ale nie chciałam żeby film był przekłamany i nie dogrywałam filmów po wakacjach. A poza tym szykuje się do wytworzenia jesiennej produkcji gdzie będzie więcej agi, frizbiaczy i sztuczek.

POZDRAWIAMY!
Gabi, April, Kaja.