wtorek, 14 maja 2013

Rok temu...


Na świat przyszło to maleństwo:


A dziś maleństwo wygląda już trochę inaczej: 


A więc oficjalnie : APRILCE STUKNĄŁ ROK! A ja nie potrafię być na to obojętna więc podsumowanie trzeba napisać. 

Zacznę więc od początku. Wszystko zaczęło się pewnego majowego dnia (1/2 maja bodajże) kiedy to natknęłam się na stronę hodowli. Pamiętam jak pierwszy raz napisałam do hodowli z zapytaniem o planowany miot. Potem posypała się już tylko lawina maili z mojej strony jak i ze strony hodowczyni. W poniedziałek 14 maja 2012 roku zostałam poinformowana o narodzinach szczeniąt. A dwa dni później wybrałam tę jedną jedyną - APRIL!


I napawałam się tym szczęściem, że w końcu będę miała psa, że będę miała papisia! Mój zachwyt nią rósł wprost proporcjonalnie do czasu oczekiwania, aż wreszcie mogłam ją zobaczyć. 9 czerwca pojechałam z rodzicami specjalnie do Poznania, żeby poznać ja osobiście. I co? Mój zachwyt wzrósł jeszcze bardziej. Nareszcie mogłam ją sobie wymiziać, obejrzeć, podziwiać oraz wyobrażać jak to maleństwo będzie wyglądało za kilka miesięcy. Teraz nie muszę sobie już wyobrażać. W trakcie odwiedzin miałam okazje poznać też Dore, która urzekła mnie tak samo jak jej córeczka.




Niestety długi czas minął zanim ją odebrałam. Miała wtedy 3 miesiące. Do tej pory tego żałuje, ale wtedy nie mogłam na to wpłynąć, no ale trzeba się cieszyć z tego co sie ma ;) Odebrałam ją wracając z Obozu KPP z Kają. Konkretnie w galerii... kurczę nazwy nie pamiętam... w każdym razie w sklepie zoologicznym, gdzie pracowała jej hodowczyni. Nigdy nie zapomnę widoku małej, rozłożonej kluchy na samym środku sklepu, domagającej się mizianek od klientów. Osoba dorosła w tym wypadku moja mama podpisała umowę, podpytałam hodowczynie o kilka spraw i wyruszyliśmy do domku! Mała ślicznie przespała całą drogę.



 W domu przyznam, że pierwsze dni do najlepszych nie należały a to głównie z mojego powodu. Nie potrafiłam za bardzo cieszyć się tym szczeniakiem, były nawet takie momenty kiedy stwierdzałam, że z tego psa "nic" nie będzie. Jednak trwało to tylko tydzień, całe szczęście. To było coś na wzór depresji poporodowej. Kobiety cieszą się, że będą miały dziecko, a gdy juz się urodzi cały czar pryska. Jednak jest to tylko chwilowe. Potem była faza cieszenia się ze szczeniacza i z każdego najmniejszego sukcesu.


 No i wiadomo po drodze napotykałyśmy różne przeszkody z którymi uparcie walczyłyśmy, zachowania nad którymi pracowałyśmy i nawet teraz wiem, że dużo pracy jeszcze przed nami - poddać się nie zamierzam. Teraz rzeczą na której mi najbardziej zależy jest wytworzenie nierozrywalnej więzi między nami, jednak do tego jak wiadomo potrzeba czasu.


 Tak więc podsumowując: Nie żałuje tego roku, nie żałuje podjętego wyboru co do wzięcia akurat tej rasy z tej konkretnej hodowli. Wiele mnie ten pies nauczył i zapewne nauczy 10 razy tyle. Właśnie dlatego kocham to moje stworzenie. Każdego dnia zaskakuje mnie swoją inteligencją, sprytem. Każdego dnia zastanawiam się co tym razem będzie działo się na spacerze, jak głośno tym razem będzie skomlić gdy wrócę do domu, co ciekawego przytrafi nam się danego dnia. I choć nawet teraz miewam chwile słabości, Api nie zawsze zachowuje się po mojej myśli, mimo jej nielicznych wad - kocham ją. Bo ktoś mądry kiedyś powiedział mi "Nie kocha się za coś, kocha się pomimo czegoś..."


Filmik będzie, jednak z małym opóźnieniem.

POZDRAWIAMY!
Kaja, April i Gabi.

piątek, 10 maja 2013

Majowe wydatki

Jako że dawno nie pojawił się żaden post, aby na blogu nie rozpowszechniała się nuda postanowiłam dzisiaj coś naskrobać. Tytuł mówi sam za siebie "Majowe wydatki" Taaak maj co prawda niedawno się zaczął, ale już roztwoniłam niczym syn marnotrawny dość sporo pieniążków ;)

Zacznę może od rzeczy najważniejszej a mianowicie KARMY. Aprilce coraz bliżej to ukończenia pełnego roczku w związku z czym koniec z papisiową karmą. Po godzinach spędzonych w internecie i na zastanawianiu się zdecydowałam się w końcu na Happy Doga. Wcześniej młodą napędzałam Puriną Pro Plan, ale zdecydowałam się zaryzykować i sprawdzić dla odmiany inną karmę. Api kończy papisiową, ale zasoby są jak wiadomo ograniczone i lada dzień będziemy się przerzucać. Co do Kai to do tej pory karmiłam ją Britem, ale aktualnie wprowadzam jej Happy Doga. Także będzie jedno żarcie dla obu psów.

Uznałam, że warto by było wspomnieć tu o zakupie który planowałam od pewnego czasu - o trymerze. Stwierdziłam, że takie odfutrzanie zważając na pogodę bardzo by się jej przydało. Trymuje już drugi dzień, bo jakoś nie umiem usiąść na dłuższą chwile i porządnie ją wytrymować, z resztą stanowczo by się jej to nie spodobało. Jednak widać a właściwie czuć już znaczną różnice.


Oprócz tego nabyłam jeszcze aporty do obi. Zabieram się za tą naukę trzymania aportu i zabieram, a teraz przynajmniej szybciej mi to przyjdzie. Najpierw przez internet zamówiłam drewniany 400g, ale najwyraźniej nie byłam świadoma ile to jest te 400g bo jednak okazuje się że trochę to ciężkie. Za ciężkie w każdym razie na pierwszy raz. Dlatego też, przy okazji wizyty w Ząbkowicach kupiłam aport gumowy. Oba widoczne na zdjęciu poniżej:


 

Znając zamiłowanie mojego psa do piszczących zabawek, zdecydowałam się również na piszczący "krążek" z Konga.



Ponad to kupiłam jeszcze legowisko na które Api pięknie już się wysyła oraz kilka kości wiązanych. Także jesteśmy zaopatrzone już na dłuższy czas ;)

POZDRAWIAMY!
Kaja, April i Gabi.