piątek, 26 kwietnia 2013

Rower wraca do łask!




 




Tylko tym razem w bardziej psiej wersji!




Musze powiedzieć, że Aprila super spisuje się przy rowarze. Jeździmy dopiero 4 dni, ale suka już wykazuję się niezwykłą wytrzymałością, posłuszeństwem i co najważniejsze ROZUMEM! :) Na początku był mały problem bo obszczekiwała mi rower, ale po kilku "fee, nie wolno!" uspokoiła się i ładnie biegła starając się nie wdawać w konflikty z rowerem. Ślicznie też reaguje na komendę "stop" i "go". A ja... a ja znalazłam nowe hobby.




wtorek, 23 kwietnia 2013

11 lat minęło jak jeden dzień...

Ten post nie bedzie o April, o treningu czy zawodach. Nie bedzie tu opisanych żadnych postępów szkoleniowych, nowo nabytach sztuczek, czy innych niuusów. Ten post będzie inny. Ten post będzie o niej:



























Myśle, że o Kai wiecie juz prawie wszystko. Zanim do mojego domu wparowała Api, Kaja była w centrum zainteresowania, to o nije tylko pisałam tego bloga, należał on tylko do niej, więc chyba (patrząc na ilość postów) moge stwierdzić, że napisałm o niej wszystko co mogłam napisać. Powiem całkowicie szczerze, że prześwietliłam wam ją w 100%.





Ale... No właśnie zawsze jest jakieś "ale". Psy się starzeją. Jak dla mnie zdecydowanie za szybko, ale co zrobić? Z naturą nie wygrasz. Tak wiec psy, tak samo zresztą jak i ludzie czy inne przeróżniste istoty przez upływające lata i dni - zmieniają się. Do czego dążę? Kaja nie jest już tym samym psem którym była przed kilku laty. I choć jak najbardziej stara się nim być, jej wiek po prostu jej na to nie pozwala. Mam na myśli np. spacery. Kaja szybko się męczy i ma ochotę wracać do domu, gdzie kiedyś mogła dobrych kilka godzin spacerować. Smutne jest to, że czas przerażająco szybko mknie do przodu, że nie da się go zatrzymać ani cofnąć, że ta data nigdy się już nie powtórzy.
 
Dobrze, ale przechodząc już do konkretów. Jak mogę ocenić te 11 lat? Wiadomo, że na pierwsze lata jej życia mogłam ni jak wpłynąć, bo byłam po prostu małym, kilkuletnim brzdącem, ale wszystko z czasem zaczęło się zmieniać. Kaja dorastała, ja robiłam się coraz bardziej świadoma ile ciekawych rzeczy można robić z psem. Zaczęła się nauka pierwszych sztuczek, próba agilitowania, nieskuteczna nauka aportu na której tak strasznie mi zależało, ale stwierdziłam, że nie ma to większego sensu. Kaja i tak całkowicie olewała i olewa zabawki. Nic na siłę. W każdym razie bardzo dużo nauczyłam się dzięki tej małej istotce. Gdyby nie ona najprawdopodobniej nigdy byście o mnie nie usłyszeli, nie poznałabym tylu wspaniałych ludzi i co najważniejsze zapewne nie było by teraz ze mną Aprilki. Mimo, że nieraz miałyśmy gorsze dni w swojej współpracy, mimo, że za dużo narzekałam absolutnie nie żałuje tych kilku lat. Gdybym ŚWIADOMIE mogła wybrać Kaje zrobiłabym to bez wahania raz jeszcze. Bo mimo, że nie jest to pies idealny, ani wymarzony kocham ją, bo to właśnie ona obudziła we mnie taką a nie inną pasje.
 
Dla ciekawskich kilka filmów z naszych początków sztuczek i agility:
 
a do tego filmu szczególnie lubie wracać:


 
A czego jej życzę? No na pewno, żeby żyła jeszcze długo, długo jak najdłużej może. Żeby nadal była taka radosna, rozbrykana i chętna do pracy (jak widać na zdjęciu wyżej). Żeby się nie zmieniała, żeby nie próbowała być ideałem, bo wtedy nie byłaby już sobą.

100 LAT KAJA!


wtorek, 16 kwietnia 2013

Z cylku udanych weekendów: LADC

W zeszły weekend byłam razem z April na naszym pierwszym LADC (Latająca Akademia Dog Chow - w razie gdyby ktoś miałby wątpliwości) Czasu co prawda jak zwykle mi brakuje, ale postaram się mniej więcej streścić ten fantastyczny weekend - bo w końcu już wtorek.


W sobotę rano, raniutko ok. 5:40 wyjechaliśmy w mudikowym towarzystwie. Droga zleciała szybko, dotarliśmy na godzinie 7:00. Rozpakowałyśmy się w domku który niestety nie dorównał moim skromnym oczekiwaniom, ale nie było najgorzej. Wspomnę że było 5 osób i pięć psów (trzy oziki i dwa owczarki węgierskie) Także było ciekawie.

Pierwsze zajęcia rozpoczynały się o 8 rano. Nasza grupa - gruba zielona tudzież "przedszkole mistrzów" pierwsze zajęcia miała z Paulą Gumińską. Rozmawialiśmy dużo na temat rozgrzewki psa, o tym jakie ćwiczenia wykonywać aby ulepszyć skuteczność psa we frisbee, ogólnie omawialiśmy tzw. trening psa. Na początku każdy pokazywał jak ćwiczy ze swoim psem, aport, szarpanko itp. April skupiała mi się całkiem dobrze, była bardzo zaangażowana i najarana, ale czułam, że łatwo mogę stracić nad nią panowanie (odbiegnie mi do psów) na szczęście tak się nie stało. przy aporcie zaliczyła tylko rundę honorową dookoła mnie, o ile dobrze pamiętam zostawiła na chwilę szarpak, całe szczęście udało mi się ponownie złapać z nią kontakt. Podbiegła po szarpak i przyniosła go mi. Gdy wszyscy już zaprezentowali w jaki sposób ćwiczą ze swoimi psami, Paula wyrażała swoje zdanie i dawała nam wskazówki. Ja dowiedziałam się, że mój piesek zarypiaście się szarpie, natomiast ja trochę za mocno potrząsam tym szarpakiem. Robiłyśmy potem też z jej pomocą ćwiczenia zapobiegające rundce honorowej przy aportowaniu. Pewnie wiele osób zna to ćwiczenie. Przytrzymuje się psa, rzuca szarpak po chwili puszcza się go i biegnie razem z nim krzycząc "go, go, go" lub też "przód, przód" jak kto woli. Robiłyśmy wcześniej to ćwiczenie ale bardziej pod kątem agility, uczyłam tak Api biegnięcia przed siebie. Zajęcia te trwały do godziny 13:00. Następnie godzinna przerwa i... jedzonko :P   
 





 

Kolejne zajęcia "Aport dysku" mieliśmy z Dariuszem Radomskim. Tu również każdy prezentował w jaki sposób pracuje z psem. Z Aprilką najpierw próbowałam pracować na dysk, ale potem jednak skłoniłam się ku szarpakowi. Tym razem bardzo ładnie aportowała :) P. Dariusz zauważył jednak, że April traktuje mnie bardziej jak koleżankę do zabawy, a powinna pracować nad tym aby traktowała mnie jak mistrza, przewodnika, także nad naszą relacją będziemy pracować. Jednak nazwał Prilkę przyszłym mistrzem co bardzo mi się spodobało.


Następnego dnia o 8:00 rozpoczęły się zajęcia mający na celu, podreperowanie naszych umiejętności rzutowych. Przyznam, że czekałam na nie z niecierpliwością, ponieważ moje rzuty, szczególnie te dalsze są (a właściwie były :P) na słabym poziomie. Ćwiczenia prowadził Szymon Janik. Od krótkich backhandów przechodziliśmy stopniowo to coraz dłuższych rzutów. Okazało się, że wystarczyła mała zmiana w mojej technice rzutu o dysk ląduje na trzeciej strefie.

O 14:00 rozpoczęły się nasze ostatnie zajęcia. Elementy freestyle z Agnieszką Gubą. W porównaniu do soboty, Api lepiej się skupiała tyle, że była bardziej zmęczona. Zrobiłyśmy wstęp do zik-zaków, czterech stron świata, a poza tym ćwiczyliśmy również rzuty. No i takim akcentem zakończył się ten piękny weekend.

Dodam jeszcze, że LADC przerodziło się w wielki zjazd Aussie!





Podsumowując: Był to na prawdę świetnie spędzony czas, w prześwietnym towarzystwie, super atmosferze, no całkiem fajnej pogodzie. Na pewno długo będę pamiętać to seminarium, wiele się dzięki niemu nauczyłam, poznałam nowych ludzi, było to bardzo cenne i przyjemne doświadczenie.

PS. kwiecień jest bardzo szczególnym miesiącem gdyż wtedy na świat przychodzi KAJA. W najbliższym czasie napisze post o takiej tematyce więc przygotujcie się na rozmyślania, podsumowania i refleksje ;)