niedziela, 10 lutego 2013

Ferie... Dobiegły końca

No i koniec. Szkoła znowu wraca. No ale nie będę się tu chyba użalać nad swoim nędznym życiem ucznia. Przedstawię wam z grubsza jak wyglądały moje.. a nie... właściwie NASZE ferie.

Zaczęłyśmy je od rodzinnego wypadu w góry. Podczas gdy reszta rodzinki niczym normalni ludzie korzystali z okazji i jeździli na nartach, my intensywnie się socjalizowałyśmy, spacerowałyśmy i rzecz jasna bawiłyśmy się. Aprilkę niezwykle jarał fakt iż w okół niej jest maseee śniegu. Młoda dosłownie się w nim topiła. Hotel był wielki. Łatwo można było się w nim pogubić, ale jakoś dawałyśmy rade. Apartament też niczego sobie, a przynajmniej April odpowiadał w stu procentach. Plusem było tez to, że zaraz koło naszego pokoju był taras na który mogłam wypuścić April rano i podglądać ją przez okno. Nie trzeba było przynajmniej gubić się po korytarzach z samego rana, szukając wyjścia na zewnątrz z psem któremu lada chwila zbiorniki puszczą :P


Tak jak w Czechach słyszałyśmy tylko na około "krasa, krasa" tak we Włoszech było to "bella, bella" No cóż, ta sucz ma najwyraźniej dar rozkochiwania w sobie wszystkich, bez wyjątków.


Nie muszę chyba pisać jaka Kaja była szczęśliwa jak tylko zobaczyła, że cała rodzina wysiada z samochodu. (Kajowa była w tym czasie pod opieką babci i mogę się założyć, że w pełni jej to odpowiadało z wiadomych powodów - w końcu to babcia, babcia = coś smacznego, wyższa matematyka :P) No ale wracając do tematu - Kaja z Aprilką tak się ze sobą stęskniły, że zaraz po tym jak przyjechaliśmy, a była to noc - zaczęły się "nawalać". Trudno było je uspokoić ale ostatecznie poszły spać.





 
A co do reszty ferii to troche poleciuchowałyśmy, trochę poćwiczyłyśmy itp. No i zaliczyłyśmy spacer z Morusem:


Dziewczyna ładnie się odwoływała i poćwiczyłyśmy trochę frisbee.







 Ferie się skończyły ale za to jakim pięknym akcentem, a mianowicie udałyśmy się trening agility do zkwp. Trenerki przemiłe, doświadczone i potrafią pomóc. Dostałam sporo cennych rad co do April. A co do zachowania suczki, to nie było ono najgorsze, ciągnęło ją do innych psów wiadomo, ale gdy zaczęłam uciekać z zabawką, biegła zaraz za mną chwytała szarpak i zaczynała się zabawa, ładnie się na tym skupiała, ale w przerwie gdy chwilowo nic nie robiła swoją uwagę poświęcała psom ćwiczącym w oddali (oczywiście cały czas była na lince). No ale tak jak pisałam - tragedii nie było. Poćwiczyłyśmy trochę przywoływanie, skupianie, z pomocą trenerki poćwiczyłyśmy tunel i tak jakoś zleciało. Jednak muszę się solidnie za nią wziąć. Musimy często ćwiczyć skupianie się, częściej robić to przy psach (tak tutaj przycisnę rodziców, żeby częściej mnie wozili do Ząbkowic i będziemy chodzić na spacery z sąsiadami) Trenerka zaleciła nam też omijanie np:drzewa ze zmianami pozycji. Także mamy dużo do roboty. Poćwiczymy solidnie ten tydzień i w następny weekend chyba znowu udamy się na trening i poobserwujemy efekty. A za ok. miesiąc mamy zamiar przystąpić do kursu, ale wiadomo, najpierw musimy wypracować skupianie się :)

Aha! No i najważniejsze zalecenie - POZBYĆ SIĘ ZBĘDNEGO TŁUSZCZYKU :P