poniedziałek, 30 kwietnia 2012

A gdy tak mysle...

To dochodzę do wniosku, że tak naprawdę nie zależy mi tak strasznie na tollerze. Ja chyba po prostu chce psa z którym będę mogła ćwiczyć psie sporty. Nie ważne czy będzie on ze schroniska czy hodowli. Właściwie to możecie sobie pomyśleć, że szybko zmieniam zdanie co do rasy, ale tak nie jest. Ja po prostu nie mam jednej którą ubóstwiam! Lubie wszystkie te z predyspozycjami do sportu, w końcu mają podobne charaktery np: Border, sheltie, terierki, tollery o a nawet ostatnio przypomniałam sobie o istnieniu aussie! Chce po prostu żebyście wiedzieli, że jednak nie zależy mi za bardzo na szczególnej rasie. Dlatego przeglądam różne hodowle :) Sucz najzwyczajniej ma mi się podobać i posiadać predyspozycje do sportu. Więc nie pomyślcie sobie o mnie jak o rozpieszczonej małolacie która ciągle zmienia zdanie... <nie wiem dlaczego wam się tłumaczę, tak po prostu mam>


sobota, 28 kwietnia 2012

Perfekcyjnie

Taka piękna pogoda, że aż nie chce się komputera włączać :)) Dlatego wraz z Kają korzystamy z tych sprzyjających warunków atmosferycznych i wygrzewamy się na słoneczku nie robiąc nic! 



środa, 25 kwietnia 2012

Kilka wyczerpujacych dni ze szczeniakiem


Na początku zdradzę wam, że ta mała łobuziara znalazła już swój domek. Mam nadzieje, że nie popełniłam błędu w wyborze. Jednak te kilka dni na pewno dały mi dużo do myślenie i były jednocześnie bardzo ważną lekcją w moim życiu. Baa może nawet najważniejszą? Dowiedziałam się przede wszystkim, że teoria to jednak nie to samo co praktyka. Nie wszystko co piszą w dzisiejszym internecie jest prawdą.. Tak właściwie cenne jest tylko własne doświadczenie. Szczeniak wymaga dużo czasu... Oj dużo... Szczeniak to nie to samo co moja starsza Kaja, która w wolnym czasie leży. On cały czas potrzebuje zainteresowania. Chcesz sobie spokojnie poczytać książkę na górze, ale nie możesz, bo na dole słyszysz głos uderzającego przedmiotu o podłogę. A jak jest cicho to znak, że albo szczeniak śpi (alleluja) lub najprawdopodobniej gryzie coś czego nie powinien ruszać. Czas wolny miałam tylko wtedy gdy mały spał, lub gdy zajmował się nim  ktoś inny np: mój brat, lub babcia.  



Najbardziej jednak martwiło mnie jej podejście do innych psów, np Kaji. Chodzi o to, że młoda ją zaczepiała, a Kaja nie miała na to ochoty i zaczynała na nią warczeć. Tak było dnia pierwszego. Lecz później najwyraźniej obie się po trochu zrozumiały i Kaja zaczęła stopniowo zgadzać się na zabawę, a mała tak nie naciskała. Lecz gdy taka zabawa trwała zbyt długo Kajka miała dość i gryzła ją już niestety nie dla zabawy (oczywiście nic jej nie zrobiła, bo ma za ubogie uzębienie) W takich sytuacjach zostawały odizolowane. Największą przyjemność sprawiała mi jednak obserwacja zachowań małej. Było widać jak ona bacznie obserwuje swojego mistrza czyli Kaje i próbuję ją naśladować. Kładła się tam gdzie ona, chodziła tam gdzie ona, na szczęście Kai to nie wadziło. Zastanawia mnie tylko czy wszystkie szczeniaki są takie zaczepne. Bo jak tak, to z moim przyszłym będę musiała sobie jakoś poradzić. Czy może ktoś wie jak oduczyć szczeniaka takich zaczepek wobec innych psów? Proszę o radę. 


 Osobiście uważam, że taka mała chodząca kulka, przypominająca niedźwiadka jest zarówno świetnym pocieszaczem który wieczorem urządza kabaret. Lepszy od "ani mru mru" czy nawet "Łowcy B". Te małe istoty, są przecudowne i pozytywnie zaskakujące. Urocze jest to, że niczym się nie martwią, a ich życiowym celem jest złapanie własnego ogona.


Mimo wszystkich swoich wad szczeniak to super sprawa!

niedziela, 22 kwietnia 2012

Dom tymczasowy...


Siedzę sobie wygodnie na kanapie. Jest godzina ok dziesiąta rano. Dzwoni telefon. Z małym poślizgiem zrywam się z kanapy, biegnę na górę, rzucam się na telefon i zasapana mówię "halo?" . Po chwili głos znajomej odzywa się z triumfem. "Gabryśka, ty szukasz psa, tak?" z lekkim zawahaniem, nie pewna swojej odpowiedzi, obawiająca się, że wciśnie mi jakiegoś niechcianego przeze mnie psa, odpowiadam cicho "no...No tak szukam..." zniecierpliwiona czekam na odpowiedź. Po głowie chodzi mi pełno obaw, pełno dziwnych myśli, aż w końcu słyszę opowieść suczki którą to znalazła w rowie. Próbuje mi wysłać zdjęcia, ale mój kochany telefon odmawia posłuszeństwa. Dobra decyduje się na rozmowę z rodzicami. Opowiadam im całą sytuacje a oni podrzucają mi sugestie, żebym ją odwiedziła. No dobra w pośpiechu zakładam buty, narzucam kurtkę i wychodzę. Droga choć krótka, strasznie mi się dłużyła, o czym to ja nie myślała. Miałam straszny mętlik w głowie. Dobra, jestem na miejscu. Otwieram furtkę i widzę małą, grubą, kluchę o pięknym umaszczeniu. Oglądam ją, rozmawiam ze znajomą, ale niestety stwierdzam, że nie takiego psa szukam. Urośnie za duża i bardziej lubi zabawę z psem niż zabawką. Niestety ona nie może jej zatrzymać, nawet na czas znalezienia jej nowego domu. Dobra, wyciągam telefon i proszę rodziców, żeby pozwolili mi jej znaleźć dom. Nie zatrzymać na stałe. Po prostu pomóc. Po nie długiej rozmowie .... Alleluja ... Zgadzają się! W takim razie biorę sunie pod pachę, łanie się żegnam i z bananem na ryju wychodzę. I takim sposobem mam TYMCZASOWO trzy psy na chacie xD



Kaja, no cóż zachwycona nowym lokatorem to ona nie była, ale zdążyła sie już z małą zakolegować :) Kiedy weszłam z nią do domu Kaja z leksza się na nią rzuciła, ale nie dziwie się jej. Nagle jakiś obcy pies wchodzi ci do domu, to co masz robić, ja bym zareagowała tak samo. Ale jak już obie dziewczyny ochłoneły, na spokojnie je ze sobą poznałyśmy i było już okey. Niuńka (mała) czasami próbuje zachęcić Kaje do zabawy np: biega za nią, lub zaczepia łapką. No niestety z tego drugiego Kajka zadowolona nie jest, ale na szczęście ten szczeniak granice i nie narzuca się weterance. Najbardziej jednak bałam się jej styczności z Korą. Gdy onek zobaczył małą w oknie, podniosła się i poszczekała trochę. Ale godzinke później wzięłam je obie na zewnątrz i sie jakoś dogadują. W miarę. Oczywiście są razem dopiero kilka godzin, więc miały mało czasu żeby się przyzwyczaić. 




 Teraz pozostaje jedno. Znaleźć jej dobry dom. Zabranie jej dzisiaj zaproponowałam cioci, mieszkają w tej samej miejscowości, nie mają psa, za to jest tam duży ogród, ciocia jest przekonana, ale wujek tak słabo. Zobaczymy, może się uda. Rodzice zaproponowali też innego wujka któremu nie dawno zdechł pies. Myślałam też o babci. Jeśli nie uda mi się je "opchnąć" komuś w rodzinki to trzeba będzie zrobić ogłoszenia i zamieścić je na necie. A jeśli ktoś z was jest chętny, albo posiada chętnych znajomych, proszę pisać, koniecznie! Sucz jest przeurocza, przyjazna, chociaż najpierw musi się z kimś oswoić, trochę nie pewnie czuje się w nowych miejscach, dlatego potrzebuje socjalki. Dzisiaj miałam okazje się z nią poszarpać, ale nie zawsze ma ochotę na tę formę zabawy. Jest bardzo radosna i wesolutka. Będzie dużym psem :)






sobota, 21 kwietnia 2012

Lepsze i gorsze dni

Nie da się ukryć, że ostatni post wywołał wiele kontrowersyjnych komentarzy dlatego zadecydowałam, że postaram się to wam wyjaśnić. Otóż jak wiecie w hodowli "Cleverred" urodziło  się za mało suczek, żeby starczyło dla mnie. Nie jest też tajemnicą, że lekko się załamałam i planuje zaadoptować psa ze schroniska, lecz niestety nie jest to łatwe. Trudno znaleźć szczeniaka który by mi odpowiadał, ale cóż nic nie przychodzi łatwo. Ciągle szukam. Znalazłam pewną sunie która mnie oczarowała, chciała bym ją odwiedzić, ale nie wiem gdzie się znajduje, albowiem pani mi jeszcze nie odpisała. Spokojnie. Na pewno nie będę brała psa w ciemno. Najpierw chce porobić wizyty. Nie chce zapeszać ale możliwe, że w pierwszy tydzień maja, kiedy będzie dużo wolnego pojadę do schroniska do Żar, ponieważ wiem od Pauliny (ptysiowy.blogspot.com) że jest tam duży wybór szczeniaków z charakterem jaki mi odpowiada. A jaki musi być szczeniak? Tak więc na pewno chętny do zabawy, musi kochać zabawki, szarpaki, piłki, to podstawa do psich sportów. Musi być też wesoły, nie toleruje wszelkiego lenistwa ani znudzenia. Z wyglądy dobrze by było gdyby miał nie typowe umaszczenie, a wzrost do kolana. Wiem, że może być trudno znaleźć takiego malucha, ale wart próbować. Oczywiście nie rezygnuje też z możliwość posiadania tollerka. Aktualnie czekam na majowy miot w hodowli "domek za miastem" jestem na liście zainteresowanych, ponieważ nie wiadomo jeszcze ile urodzi się suczek. Może uda mi się jedną zarezerwować :)


W ostatnich dniach szczęście jak widać mi nie sprzyjało, ale los najwyraźniej próbuje mi to wynagrodzić. Pani Izabella jest pod wrażeniem naszych sztuczek i osiągnięć, więc zaproponowała nam prowadzenie zajęć agility na obozie przyjaciela psa! Wprost o tym marzyłam! Będzie wspaniale. Musze się jeszcze trochę dokształcić w tym kierunku, chociaż i tak dużo już wiem. Może ułożę jakiś program zajęć czy coś podobnego. Pomyślę nad tym. Aha, o mało nie zapomniałam. Zmieniam nazwę bloga na "Stawka większa niż kość" Tytuł "Kaja" wydaje mi się mało pomysłowy :))




wtorek, 17 kwietnia 2012

Przykra zmiana planów

O tym nie myślałam. Wolałam najwyraźniej fantazjować o frisbowych treningach z moim tollerem, ale nie przewidziałam jednego. A co jak go nie dostanę?  (ale w sumie znając swoje szczęście mogłam się tego spodziewać)  Wczoraj urodziło się pięć szczeniaków. 3 chłopców i 2 suczki, jednak dzisiaj okazało się, że ktoś przy stwierdzaniu płci najwyraźniej się pomylił i wyszło 4 chłopców. A co za tym idzie? Została jednak suczka i niestety nie dla mnie. Gdy czytałam maila z tą przykrą informacją od pani Ewy łzy staneły mi w oczach, ale zaraz potem sama do siebie mówie "Ogarnij się! Na jednym psie świat się nie kończy! weź się w garść!" I jakoś ciągle żyje dziwiąc się sama sobie, bo sądziłam, że zareaguje inaczej. Jestem z siebie dumna. Jednak nie zmienia to faktu, że szkoda mi tego czasu poświęconego na szukanie, pisanie i czekanie przede wszystkim. Jestem po prostu zawiedziona. Ze swoim losem pogodziłam się dopiero w przymierzalni pewnego sklepu leciała wtedy piosenka której tytułu nie znam ale refren był taki "Everything gonna be all right" i przyznam się, że podniosło mnie to na duchu, a na twarzy pojawił się banan. Swoją drogą to bardzo głupie z mojej strony, że nie pisałam do innych hodowli, co uczyniłam przed chwilą, ale wiecie co? To zdarzenie coś mi uświadomiło. Jedna suczka nie urodziła się przypadkiem, to miała na celu przekazanie mi czegoś ważnego i stało się bardzo ważną lekcją. Tysiące psów marnieje w schroniskach a ja uganiam się za jednym tollerem. Wiem, to moje marzenie ale chyba wole uratować jakiegoś psiaka i zmienić jego życie niż kupić gotowca. Nie zmienia to faktu, że wole Novą scotie. I wiecie co jeszcze wam powiem. Już wcale nie mam o to do nikogo ani do niczego żalu. Po co tracić na to czas, przecież nie wyczaruje sobie psa. Wiem jedno, los mi to wynagrodzi, bo on taki właśnie jest. To wszystko nie dzieje się bez powodu :))

piątek, 6 kwietnia 2012

Dobry pies!

Dziwne. Od tygodnia, może i dłużej jestem bardzo pozytywnie zaskoczona zachowaniem i sztuczkami Kai. Jest przecudnie!! Nie ma problemu z wchodzeniem na trawkę w ogrodzie, nie myli obrotu z cofaniem, pięknie i płynnie wykonuje sztuczki, zaskakuje mnie w agi, no po prosu chyba ktoś mi ją podmienił! To nie jest w jej stylu. Kiedyś czasami miała jakieś fochy, olewała wszystko a od niedawna jest całkiem innym psem. Nie mogę w to uwierzyć. A skoro jest tak dobrze to musi być jakaś tego przyczyna. A nie wiem co. Przychodzi mi tylko na myśl posłuszeństwo nad którym ciężko pracujemy od 2 tyg. Te sesje obi myślę, że przyniosły nie tylko świetne zostawanie, ale też wspaniałe skupianie uwagi. Dzięki temu zwiększyło się nasze zaufanie do siebie. Teraz np: wiem, że jeśli powiem zostań to mogę liczyć na Kaje, że się nie ruszy a jeszcze niedawno było to dla mnie nierealne! Kaja myślę, że też zwiększyła swoje zaufanie do mnie. Teraz gdy ją o to poproszę, nie obawia się Kory tylko grzecznie i z entuzjazmem wchodzi na trawnik i wykonuje wszystkie komendy. Te wszystkie sukcesy przydadzą nam się na zbliżającym się coraz to większymi krokami obozie organizowanym przez przyjaciela psa, z resztą pisałam już o nim. Musimy jeszcze popracować nad agility, doszlifować do perfekcji posłuszeństwo oraz żeby zabłysnąć w śród innych psiarzy, przydało by się też kilka nowych trików, ale mamy jeszcze sporo czasu. Jestem również wniebowzięta ponieważ po ostatnim sztuczkowym filmie doszło do mnie wiele słów uznania od internałtów, jeśli można to tak nazwać, ale chodzi tu głównie o psiarzy z fb, bloggera i forum. Tak że czuję, że ktoś jednak docenia naszą już 2 letnią pracę. Mam tylko nadzieje, że te tony szczęścia nie są zapowiedzią wiecie czego.. pecha... twu twu... nie, nie myślmy o tym :)


Chce się wam jeszcze pochwalić naszym najnowszym nabytkiem, a mianowicie materiałową klatką zakupioną w tesco xD Musze przyznać, że jak na swoją cenę (46zł) jest bardzo porządna i orginalna, wszystkim polecam:



wtorek, 3 kwietnia 2012

W koncu to wiosna

Malutki baranek ma złote różki,
pilnuje pisanek na trawce z rzeżuszki,
gdy nikt nie widzi, chorągiewką buja
i beczy cicho wesołego alleluja!

Niech radosne Alleluja będzie dla Was ostoją miłości
i wiary. Niech pogoda ducha towarzyszy Wam
w trudzie każdego dnia. Wiele szczęścia na co dzień.




A poza zbliżającymi się świętami mam dla was kilka nowinek :) Mam zaszczyt ogłosić, że Kaja staje się sławna. Post o wdzięcznym tytule "Dzieląc życie z czworonogiem" znalazł się w firmowej gazecie mojej mamy za jej sprawą oczywiście. Znajduje się w tak zwanym kąciku hobby. Dzisiaj przeglądałam tą gazetę i całość wygląda świetnie. Ciekawe czy ktoś to przeczyta. Jednak i tak jestem dumna, że po tak długiej prozie z której napisaniem sporo się męczyłam, mogę zobaczyć efekty w gazecie :D Jest jeszcze sprawa filmiku z marca i kwietnia, proszę zobaczcie:



A więc została jeszcze sprawa mojego przyszłego tollera. Na kilku forach zamieściłam post z prośbą o kilka praktycznych rad dotyczących tej rasy, tzn ja już chyba wszystko wiem, przesortowałam całą stronę o tej rasie i wciąż się dokształcam, ale chodziło mi o rady właścicieli Novej Scotii. Doszłam do wniosku, że ta rasa jest jeszcze mniej popularna niż myślałam. Lecz co, sama sobie ją upodobałam i jestem z tego dumna . Przynajmniej nie będę zlewała się z tym borderowym tłem :) Przechodząc do setna dzisiejszego ślęczenia nad klawiaturą, ogłaszam iż znam już wstępny termin porodu! Jest nim.....tutururum.... 14 kwietnia!! Czyli mniej więcej połowa tak jak się spodziewałam. Jej już nie mogę się doczekać, mam nadzieje, że wszystko pójdzie łatwo i bez problemowo, wystarczająco się już naczekałam. A teraz jaszcze filmy z ostatniego USG. Tym razem można zobaczyć już coś w większym stopniu przypominającego psa:

ten ziewa :-)

a ten wystawia jęzorek xD