środa, 26 grudnia 2012

poniedziałek, 24 grudnia 2012

Wesołych!!


No i od nas trochę spóźniona kartka świąteczna :P

Wam wszystkim wesołych, rodzinnych, zdrowych i smacznych świąt bożego narodzenia, oraz udanego sylwestra i wspaniałego roku 2013!

Życzą : APRIL, KAJA i GABI :))

piątek, 21 grudnia 2012

Wartowniki Wiatru + Oziik


W czwartek byłyśmy w odwiedzinach w hodowli owczarków węgierskich "Wartownik Wiatru". Hodowla jak widać ma teraz przeurocze szczeniaczki szczeniaczki.



Aprilka się socjalizowała i ku mojemu zdziwieniu bardzo ładnie, delikatnie bawiła się z 6 tygodniowymi maluchami. Raz zdarzyło się tylko, że za mocno pacnęła jednego łapą, ale nic się nie stało. Ogólnie to zadowolona jestem z młodej, bo ładnie odwoływała się od szczeniaków. No i oczywiście bardzo nakręcona była na paróweczkę. Żarłok mały :)




Wygląda na to, że jednak przeżyjemy koniec świata :P

czwartek, 13 grudnia 2012

Zmiany... na lepsze!

Nie musicie mi mówić, że żółte spodnie to zły ubiór na spacer ;P Dobrze to wiem.

To raczej jasne, że jeśli szczeniak pojawia się w domu cały świat właściciela wywraca się do góry nogami. Albo raczej nie tylko jego, ale wszystkich istot żyjących razem z nim. Dzisiaj chciałabym przedstawić kilka małych i większy zmian spowodowanych przybyciem April które zaszły we mnie, Kai jak i całym domu.

Chyba wypadało by zacząć od siebie. Więc, pierwsze co mi przychodzi do głowy to cierpliwość. Oj, tak ta panna bardzo lubi ją sprawdzać. No ale w końcu to Oziik one chyba już tak mają. Wracając do cierpliwości, to mogę śmiało powiedzieć, że jest z nią lepiej w porównaniu do kiedyś. Co z tego, że ta rasa rzekomo "szybko się uczy" bez cierpliwości ani rusz. Przekonałam sie o tym na własnej skórze. Przed odbiorem April myślałam, że wszystko będzie pięknie, tak od razu, pstryk i gotowe, że będzie to pies idealny (a takich przecież nie ma, przynajmniej ja w nie nie wierzę) a teraz aż strach  pomyśleć jak bardzo mijałam się z prawdą. Nie mówię, że jest źle, broń Boże ale wiadomo, że na te wspaniałe chwile, na chwile dumy ze swojego psa, szczęścia, radości z bycia z nim trzeba solidnie zapracować i ta praca - to właśnie jest klucz do sukcesu a zarazem wiele zabawy i radości. Zeszłam jak widać trochę z tematu, ale to wszystko aż prosiło się o ujawnienie. A zresztą co to za tajemnica, większość właścicieli o tym wie. Jednak przerażające jest to jak inne były moje oczekiwania, przed psem, a jakie są teraz, gdy go mam ;)

Z rzeczy drugoplanowych, to zmieniło się we mnie coś jeszcze. Chęć przebywania na dworze. Pies nie ma litości, a szczególnie młody. Trzeba go zmęczyć, trzeba wziąć na spacer, trzeba się pobawić, nie ma zmiłuj się. Weekend czy nie weekend trzeba iść. Prawdę mówiąc tak się już od tego uzależniłam, że nie wyobrażam sobie dnia, bez co najmniej 20 minutowego spacerku. Gdy siedzę cały czas w domu po prostu zaczynam się dusić, nie mogę wytrzymać, muszę wyjść na świeże powietrze, a gdy już to zrobię, czuje ogromną ulgę. No popatrzcie co pies ze mnie zrobił :P



To tyle, jeśli chodzi o mnie. Przejdźmy teraz to całego otoczenia. Dom, hmm. Czy dom zmienił się w sam w sobie? Zależy jak rozumieć słowo dom. Jako rodzinę i bliskich, czy może miejsce zamieszkania. Ja chcę zwrócić uwagę bardziej na drugi wariant, aczkolwiek podchodzi on też częściowo pod pierwszy. Mianowicie odkładanie rzeczy na ich pierwotne miejsca. Moja mama zazwyczaj narzeka na nas, że zostawiamy wszystko co popadnie, na stole, szafce a szczególnie koło kominka. Otóż przy psie nie można tego robić. Wszystko co leży na poziomie jej oczu, jest według myślenia April przeznaczone dla niej. Raz nawet zwinęła z dziesięć złotych, o mało ich nie podarła. Chociaż nie wiem nawet czy nie próbowała ich pożreć. Więc, dzięki psu wszyscy odkładają rzeczy na miejsca, no i mama jest zadowolona :P



Jako ostatni obiekt do porównania wybrałam Kaję.Chyba jeszcze o niej nie zapomnieliście, nie? Można było się domyślić, że Kaja zmieni się najbardziej. Pewnego dnia przyprowadzają jej do domu jakiegoś obcego, niewychowanego szczeniaka i trzeba się dostosować. Po pierwsze - zaczęła się z nią bawić. czasem nawet sama się zaczyna. Śmiesznie to wygląda, ponieważ Kaja prawie nie ma zębów przez co nie gryzie jej, tylko próbuje połknąć :P Po drugie - wiele rzeczy zaczyna się od niej uczyć. Np: zauważyła, że gdy Api wchodzi mi na kolana i zaczyna mnie lizać zostaje wymiziana, po kilku tygodniach gdy rozgryzła już o co chodzi sama zaczęła robić podobnie (jednak na lizanie jej nie pozwalam i zostanę przy tym ponieważ Kaja ma lekko zakamienione zęby i odór z jej pyszczka nie jest przyjemny) Czasem nawet próbuje bawić się zabawkami! Rozumiecie to?? Pies który od szczeniaka ignorował zabawki, próbuje czasami bawić się mini szarpakiem. Nawet gdy czasami jest bardzo rozbrykana, rozskakana próbuje ją na niego nakręcić. Dziwny ma sposób zabawy po jest to w większości memłanie ale widać jaka jest tym wszystkim podekscytowana! Także Kaja jak dla mnie zmieniła się nie do poznania. 


Takie stare na koniec ;)



poniedziałek, 26 listopada 2012

Magiczne właściwości parówki



"April, mam parówke" Takie trzy słowa wypływają z moich ust gdy nieposłuszna suka nie chce przyjść na zawołanie, bo znalazła ciekawy zapach, psa czy Bóg wie jeszcze co.

Jak dobrze wiecie z naszym przywołanie najlepiej nie jest szczególnie jak sucz zauważy psiego kolegę. Staramy się nad tym pracować wspomagając się parówkami oczywiście. Powoli robimy postępy, ale czasami szczeniaczek (tsaa szczeniaczek, muszę powoli przestać tak o niej mówić bo robi się dorosłym psem, bynajmniej z wyglądu, bo jak na razie to siedzi w niej jeszcze mały, rozbrykany kurdupelek) Wracając - szczeniaczek doprowadza mnie do szału inaczej mówiąc testuje moją cierpliwość, która właśnie dzięki niej stałą się taka jaka być powinna czyli PRAWIE niewyczerpana. Winę zrzucam na naszą socjalizacje (czyli m.in na mnie, ale też na miejsce w którym mieszkamy), ponieważ nie jest ona powalająca. Staramy się chodzić w jak najbardziej zatłoczone miejsca, jeździć do miasta itp. Łudzę sie też, że przyjdzie jej to z wiekiem, chociaż jak to się mówi bez pracy nie ma kołaczy, więc wszystko jest w naszych rękach. Co z tego wyjdzie zobaczymy. Mam jednak nadzieje, że szybko uda nam się pokonać ten problem. April powoli zaczyna rozumieć, że przybieganie się opłaca. Żebyście nie zrozumieli mnie źle dopowiem jeszcze, że w warunkach sprzyjających, tj. bez rozproszeń typu psy, dużo ludzi, kwietniowa przybiega bezbłędnie.




A nawiązując do tematu - Boże, dziękuje Ci za tak wspaniały dar jakim są parówki. Czasami świat po prostu przestaje istnieć, dla psa nie liczy się nic, ponieważ jest parówka. Tak więc jak moje burki reagują, na widok okrągłego plasterka parówki:

1. Oczy - wyskakują z orbity, powstaje nienaturalny wytrzeszcz co by lepiej widzieć paróweczkę i okazać swoje zainteresowanie nią.

2. Ogólna postawa - Łapy silnie stojące na ziemi, postawa wyprostowana, sztywna, dumna mówiąca "daj mi, daj mi, patrz jak ładnie stoję"

3. Skupianie - pies super skoncentrowany, zainteresowany nagrodą, czyli też człowiekiem, nie zwraca uwagi na otoczenie
.
4. Przywołanie - efektowniejsze, czas reakcji - krótszy, szybszy bieg, błyskawiczne zatrzymanie przy nodze, siad i czekanie na nagrodę.

5. Zaangażowanie - Ogroooomne! Większa chęć wykonywania poleceń, szybsze ich wykonywanie.



Więc następnym razem gdy będziecie sięgać po psie smakołyki, rozważcie pokrojenie parówki!

PS. Oficjalnie dziękujemy Marcie S. za wspaniały szablon!

niedziela, 18 listopada 2012

Owsik, border, liście...


Wybrałyśmy się w sobotę na fotospacerek z Eni i jej właścicielami.  Właściwie to pierwszy raz widziałam park południowy tak zasypany liśćmi. April, że nie ma na co dzień z kim pohasać, była zachwycona drugim szalejącym z nią pieskiem. Przy okazji była to też świetna socjalizacja. Na początku cały czas zapatrzona była w swoją towarzyszkę i biegała za nią bez  przerwy, a gdy okazywało się, że jej krótkie łapki nie nadążają denerwowała się i wydawała z siebie bardzo dziwne dźwięki. Właściwie nie słyszałam jeszcze czegoś takiego.




Stwierdzam niestety, że mamy słabe przywołanie, a przynajmniej przy innym psie. Musimy więc solidnie się za to wziąć.




Za to z szarpaniem było całkiem ładnie. Pod koniec spacerku, gdy Api była już przyzwyczajona do psiego towarzystwa, chętnie się ze mną poszarpała. Co prawda nie poświęciłam na to dużo czasu, bo byłam zajęta zdjęciami, ale jetem pewna, że jak bym robiła to z nią z większym zaangażowaniem z pewnością fajnie by się skupiała.

No i klucha cieszyła się dużym zainteresowaniem ;)


Więcej zdjęć:


                                                               PROSIMY O GŁOSY!! 


Zdjęcie 6 z kolei 


czwartek, 15 listopada 2012

Kiedy to minęło?

Pamiętam jak zapisywałam się na miot. Pamiętam jak odwiedziłam ją w wieku 3 tygodni. Pamiętam jak zobaczyłam ją w dniu odbioru i jakie to było cudowne uczycie. A teraz 6 miesięcy. Mój szczyla ma już 6 miesięcy! Z 10 niewinnych kilo zrobiło się 16. Urosła w oczach i wydoroślała! Gdzie jest mój mały szczeniaczek?

Chyba nie będę się wysilać nad podsumowaniem, powiem krótko - młoda jest zajeeefajna. Aport ma piękny, szarpie się z ogromną siłą i zaangażowaniem, uwielbia coś robić, ale potrafi też odpoczywać. Do ludzi aż ciągnie, ale tych mijanych na chodniku ignoruje. Dalej sika ze szczęścia, więc dom czasami jest cały w kałużach jeśli goście nie zostaną wcześniej ostrzeżeni, że do panienki mają się nie odzywać. Co prawda większą sympatią darze owczarki nieufne wobec obcych, a nie takie które wręcz cisną do ludzi, tak jak April no ale nie mogę nic z tym zrobić, taka już jest i tyle ;) Właściwie to dopiero 6 miesięcy, charakter może jej się jeszcze zmienić 10 razy.

Do porównania z mamusią:


Staramy się odwiedzać jak najczęściej miasto (Ząbkowice) April bardzo ładnie się skupia w tamtejszym parku wśród ludzi i innych psów (jeśli nie podchodzą zbyt blisko) Świetni ćwiczy, szarpie się, omija drzewka itp. Kochana moja. 


Film :)



poniedziałek, 5 listopada 2012

agility ze szczeniakiem

Przez prawie cały listopad nie ma zajęć w agility de luks, więc wizyta tam ciągle nam się odwleka... Ale mamy coś na miarę własnych możliwości:



sobota, 3 listopada 2012

niedziela, 28 października 2012

Let it snow

Śnieg niestety pokrzyżował nam plany. Miałyśmy jechać dzisiaj na agility do klubu, zobaczyć jak to jest, ale po raz kolejny nasze plany legły w gruzach, a konkretnie w śniegu.


Mimo to całkiem fajnie upłynął nam ten weekend. April po raz pierwszy miała styczność ze śniegiem, wyglądało to naprawdę zabawnie. Na początku cały czas chodziła z nosem w ziemi, odgarniając śnieg, działając w ten sposób niczym odśnieżacz. Gdy jej się to już znudziło, postanowiła jeść śnieg. Następnie była faza na kulki ze śniegu, a w mniemaniu April "zimne piłeczki". Szkoda jej tylko było, że tak szybko roztapiały się w jej ciepłym pysiu. Mimo, że śniegowe piłeczki zrobiły taką furorę i tak zabawki typu: szczutrek, szarpak i nierozpuszczalna nowa piłeczka były górą :) 



Jeszce takie studyjne:


O i nasza nowa piłeczka hokko. April ją pokochała :D



czwartek, 18 października 2012

Jesiennie

Dzisiaj wybrałam się z psami na foto wycieczkę do lasu. Zajęło nam to jakieś półtora godziny, ale było warto! Zdjęcia wyszły super - pod tym względem uwielbiam jesień.











Był to jak już wspomniałam długi spacer, więc April miała kilka krótkich sesji szarpanka. Pięknie się dziewucha spisywała, pomimo tych wszystkich traw dookoła. Właściwie to te zarośla nawet nam pomagały, ponieważ zagradzamy suce drogę i mogła tylko biec ze zdobyczą prosto do mnie, a nie na około ;)



Następnym razem koniecznie musimy wziąć kogoś do pomocy.
A no i jeszcze dodam, że w ten weekend jedziemy na agility do de luksa, ciekawe jak się dziecko będzie zachowywać. :D

poniedziałek, 15 października 2012

5 miesięcy

Morda skończyła wczoraj 5 miesięcy!




Powiedzcie mi, czy to możliwe żeby April przechodziła okres buntowniczy w wieku 5 miesięcy? Nie znam się za bardzo, ale to co ona odwala właśnie mi to sugeruje. Było już tak pięknie, wszystko przynosiła, aportowała piłeczki, szarpak, szarpała się i było widać, że sprawia jej to przyjemność. Czasem nawet wpychała mi aport w rękę, aż tu nagle bodajże w piątek coś się zepsuło... Od tej pory, znowu biega z zabawkami na około, czasem je zostawia i biegnie coś wąchać (wtedy zachęcam ją do ponownego powrócenia do zabawy) nawet często tak też robi i czasami przynosi.. Nie wiem co się jej dzieje, ale przypomina mi swoim zachowaniem taką zbuntowaną nastolatkę i zastanawiam się czy nie weszła już w okres dojrzewania. Czasami po prostu nerwy mi puszczają, ale staram się w miarę możliwość opanować. Także w filmie aportu jest mało z wiadomych powodów...

Czyli raz jest genialna a raz mniej ;)

poniedziałek, 1 października 2012

CACiB Wrocław

Tak więc zadebiutowałyśmy! 


A jak to było... No właśnie może jakiś mały opisik minionego weekendu? Mówiąc po krótce było nieziemsko, ale że ja nie przywykłam do opisywania takich wydarzeń tak skromnie to musi się tu znaleść coś więcej niż tylko stwierdzenie "tak, było super".
Pobudka punk 7, o ósmej przyjeliśmy kierunek - Wrocław. Na miejscu byłyśmy dopiero po 9 i rozbiłyśmy nasz obóz tuż przy ringu. Przy okazji poznałyśmy osobiście Zorkę i miałyśmy okazję zobaczyć inne oziki. April była strasznie podekscytowana! "Ojej, ojej, tyle piesków się koło mnie kręci" Może to właśnie wpłynęło na jej zachowanie na ringu. Ładnie się skupiała, ładnie stała w miejscu, gorzej z kłusem.. Bieg po ringu w jej wydaniu wyglądał raczej tak: 




Ona po prostu kicała, ale ja i tak jestem z niej dumna. W kocu czego tu wymagać od 4,5 miesięcznego szczeniaka, który jest pierwszy raz w podobnej sytuacji. Chociaż to jej całe pajacowanie i tak nie ma znaczenia, ponieważ wystawa skończyła się dla nas tak: 
Tak więc dostałyśmy się do finałów. W oczekiwaniu na nie, oczywiście kręciłyśmy się po całej wystawie, poznawałyśmy ludzi, psy, starych i nowych znajomych, robiłyśmy zdjęcia itp. Tak czas nam jakoś zleciał. Koło trzeciej zasiadłyśmy na trybunach oczekując swojej kolejki. April oczywiście zaliczyła drzemkę, pod tym względem baardzo chciałam się z nią zamienić ponieważ byłam niewiarygodnie zmęczona, a mogłam jedynie przymykać sobie oczy a głowę schować między ręce. Kilka minut przed czwartą, trzeba było wybrać się na ring pomocniczy gdzie przygotowywałyśmy się do wejścia na honorowy! Psy ustawiały się od największego do najmniejszego, w związku z czym byłyśmy bodajże 5. Następnie kobieta która miała wyczytywać wchodzące na ring rasy, robiła rundkę i zapisywała sobie jakiej pies jest jakiej rasy. Szybko stwierdziła, że April to .... uwaga, uwaga... border collie... ręce mi opadły... Poprawiłam ją oczywiście, za to pani tłumaczyła się, że popatrzyła tylko na kolorki, zobaczyła - czarno biały i już stwierdziła że border. No nic, to już nie ważne bo wychodzimy na ring! Myślałam, że będę się trochę bardziej stresować, ale to chyba przez zmęczenie, niczym się nie przejmowałam. Wyszłyśmy sobie z April na luzie, sucz ładnie biegła, ze staniem trochę gorzej, bo się niecierpliwiła i nie chciała za bardzo stać w miejscu, ale to i tak nie ma znaczenia, ponieważ sędzia po prostu nas ominęła. Szanse na podium, błyskawicznie zniknęły. Tak na prawdę to i tak na nic nie liczyłam, więc nawet się tym nie przejęłam :) Po prostu z godnością, głową uniesioną do góry, wraz z April zeszłam z ringu, prosto na trybuny.


Jeszcze zdjęcia z soboty:









z Hexą



No i Zorkowo - Aprilkowe zabawy


W niedziele byłyśmy tylko na socjalizację. April bardzo ładnie aportowała i szarpała się. Normalnie bomba! W ogóle nie zwracała uwagi na przechodzących ludzi, szczekające psy, nowe zapachy. Pięknie to robiła. A pokazom frisbee i agility przyglądała się bardzo uważnie :)