sobota, 17 września 2011

Dlaczego życie jest takie kruche ?

Why ??
Dlaczego tak jest? Dlaczego tak szybko się to skończyło? Co zrobiłam źle?
Przykra sprawa, Fretka zdechła...
Nie da sie opisać tych emocji, jakie mi wtedy i teraz towarzszą, mam wrażenie, że jak bym coś zrobiła inaczej, ona dalej by żyła. Trudno to napisać tak byscie zrozumieli co ja czuję. Może napisze jak to się stało, chodź po policzkach ciekną strumyki łez...
Zeszłam dzisiaj na dół i nie zwracałam uwagi na Fredkę, w ogóle nie przywitała się z nią, zjadłam szybkie śniadanie i poszłam na góre, zacząć robić zadanie na WOS, ledwo chwyciłam ołówek do ręki, a na dole słyszę już głosy " Co jej jest? " " Fredka ? " Zbiegłam po schodach, a w kladce zobaczyłam, biedną leżącą Fredkę, nóżki miała sztywnę, ale oddychala i leciutko się poruszała. W około kladki zebrała się cala rodzina, rozmawiali między sobą, dyskutowali, ale ja... ja się nie słyszałam, tylko zdezorientowana usiadłam na rogu wersalki, nie wiedziałam co się dzieje, zapatrzyłam się w jakis martwy punkt i dobiero po chwili dotarło do mnie, że ona najprawdobodobniej zdechnie... Szybko zebraliśmy się do weterynarza. Dojechaliśmy, szybka wysiadka, ale tylko ja i Tato weszlismy do gabinetu, bałam się co powie wet, chociaż i tak byłam pawna, że już jej nie uratujemy. Popatrzył tylko na nia i powiedział " Zdechła " Normalnie, oznajmił to bez, żadnego wyrazu współczucia, to naprawdę mnie zabolało... Osłuchal ją i powiedziała, że jeszcze oddycha, podał jej zastrzyk adrenaliny, ale stwierdził, że ma 1% szans na przeżycie. To oznaczało jedno. Fredka odchodzi. W połowie droki do domu, przestała oddychać.... Właśnie wtety, zakończyły się jej męki.
Biedactwo, nie dożyła nawet roczku, cały czas siebie obwiniam, bo nawet nie wiem czemu zdechła, najprawdobodobniej mogła coś zjeść, coś czego nie powinna ruszać, ale jakieś 3 dni temu, uciekla z rąk mojego brata, schował się pod szafki w kuchni, przez godzine ją łapaliśmy. Możliwe, że wtedy coś zjadła :/
Nie mam ochoty o tym myśleć, już teraz za nią tęskie.
No nic, życie toczy się dalej i ja też muszę żyć dalej, lecz mam nadzieje, że kiedyś jeszcze ją zobaczę, chociaż na chwilkę, chociaż na trochę chciała bym trafić do tego miejsca, gdzie trafiają zwierzęta.. Fredka, pewnie kiedyś się spotkamy, kochana, teraz jest Ci lepiej, nic cie nie boli.... Powodzenia.

FREDKA, NEVER FORGET YOU !

5 komentarzy:

  1. Współczuję!
    Przykro mi. Ale nie obwiniaj się, przecież to nie Twoja wina! Zrobiliście wszystko, zawieźliście Fretkę do weterynarza. Mój tata to nawet gdyby psu się działo coś poważnego to by nie pojechał do weta...
    Trzymaj się!

    OdpowiedzUsuń
  2. [*]
    Biedactwo - i Ty, i ona.
    Nie obwiniaj się. Na pewno tam gdzie jest, jest jej dobrze. Miejmy nadzieję, że nie ma do Nieba zakazu wstępu dla zwierząt.

    OdpowiedzUsuń
  3. teraz na pewno jest w fretkowym raju...

    OdpowiedzUsuń
  4. Współczuje ci. Wiem jak to jest stracić zwierzaka.

    OdpowiedzUsuń
  5. Pamiętam, jak mi uciekł mój ukochany króliczek, skarb z dzieciństwa... Ale choć minęły już ze dwa lata, nadal jak patrzę na fotografię "Tity" (tak naprawdę miała na imię Szarunia) przypomina mi się ona : \
    Rok temu zmarły jeszcze moje dwa szczurki... Były najprawdopodobniej chore, bo nie dożyły nawet czterech miesięcy, a urodziły się w moim domu...
    Ale minęło już z dobre pół roku, i założę się, że nie tęsknisz już aż tak bardzo, prawda? ; )

    PS. Jak czytałam pierwszą notkę, to właśnie zastanawiałam się, czy ona jeszcze żyje : )

    OdpowiedzUsuń

NIE REKLAMUJ SIĘ W KOMENTARZACH!!