wtorek, 27 grudnia 2011

Podniosłyśmy poprzeczkę !

Cofaj.
Był to nasz odwieczny problem. Kaja za nic nie chciała zrobić ani jednego kroku w tył bez mojej pomocy. Jednak niedawno odkryłyśmy genialną metode na nauczenie się slalomu tyłem! (Ze zwykłym cofaniem nadal mamy problem:/)
Metoda polega na tym, że najpierw uczymy psa "wślizgiwania" się między nogi, za pomocą znanej już komendy "obrót", następnie przechodzimy do etapu gdzie wykonujemy jeden ślisk za drugim,a tym samym obroty przekształcają się w normalne chodzenie tyłem. Film nagrany przed chwilą, nauka slalmomu tyłem:
 
Jednak jak wszystko co stworzone dla ludzi, ma to też swoje złe strony :( Przez to, że uczyłam Kaje tego metodą "obrotową" zamiast ładnie się kręcić tak jak kiedyś ona odpierdziela cofanie. Chociaż slalom tyłem zaczęłam sygnalizować inaczej niż obrót, jej i tak nie wychodzi już taki piękny spin. Jeśli chce, żeby suczka zrobiła ładny obrocik muszę trzymać rękę niżej, a to nie wygląda fajnie :/ Macie jakiś pomysł jak z powrotem nauczyć ją obracania się? Może po prostu trzeba zacząć naukę tej sztuczki od nowa..





piątek, 23 grudnia 2011

Wesołych Świąt

W domu już nam pachnie
Bożym Narodzeniem,
Pachnie już choinką,
Świątecznym jedzeniem.
Siądźmy wraz do stołów
Ciepło i rodzinnie...
Odświętnie, w zadumie,
Słowem... Wigilijnie!
Dzielmy się opłatkiem,
Uśmiechem, darami,
I poczujmy w sercach:
Nie jesteśmy sami!
Niech magia Wigilii,
W to Święto Rodzinne
Uczyni dni przyszłe,
Jakie być powinne.
Niech radość zagości
W sercach na dnie wiele,
Niechaj dni powszednie,
Przemieni w niedziele!
Niech tylko takie Święta będą dla Was najlepsze.


Wesołych Świąt i szczęśliwego Nowego Roku, życzą:



Kaja, Gabi.


---------------------------------------------------------------------------
A co się dzieje u nas?
Można powiedzieć, że nic specjalnie ciekawego. Z Kają dalej ćwiczymy do naszego "debiutu". Sprzyjać nam teraz będą Święta, dzięki wolnym dniom będzie więcej czasu na treningi :) Chyba styraciłam wene, bo nie wiem jak zapowiedzieć swój film... 




poniedziałek, 12 grudnia 2011

WOŚP - Czy mój piesek sobie poradzi ?

Witajcie. Mam dla was, a włąściwie bardziej dla siebie radosną nowinę. Nie chciałam pisać wcześniej, bo jak by się nie udało, musiała bym pisać kolejną notke, że jadnak tak nie będzie. Dobra.. Najprawdapodobniej wystąpie z Kają na WOŚP :)) Bardzo się ciesze, bo będzie to nasz taki jak by debiut. Dzisiaj byłyśmy na pierwszej próbie, wśród dzieci na świetlicy i musze powiedzieć, że poszło całkiem nieźle. Kaja na początku bała się troche wejść do świetlicy, ale szybko się zdecydowała. Posiedziałam z nią troche, żeby się oswoiła. Gdy usłyszała jakiś skuk albo szum, podkulała ogon, zrozumiałam, że niestety jest trochę przestraszona. No nic dziwnego tyle ludzi w ogół niej. Przystąpiłyśmy do sztuczek, najpier proste typu: siad, leżeć, podaj łape itp. Doskonale się skupiała po miomo stresu i chałasu, lecz gdy robiłam małą pauze, przypominała sobie, że nie jest w domu o zaczynała popiskiwać. Następnie trudniejsze ćwiczenia np: slalom, skoki, ósemka, a kuku, cofanie itp. Wykonanie ich nie sprawiło mojej artystce większego problemu, wszystkie sztuczki wykonywała płynnie i ze skupieniem, a dzieci skakały z zachwytu. Jednym słowem jestem dumna z mojej kochanej suni. Świetnie sobie poradziła ze stresem i miomo tego, że była trochę przerażona potrafiła idealnie się skupić. Teraz będziemy trochę częściej tam przychodzić, żeby mogła się przyzwyczaić. Pani A. się zgodziła więc pójdziemy jeszcze na pare prób. No WOŚP będzie jeszcze więcej ludzi, troche się obawiam, ale jestem nastawiona pozytywnie. Terez jedyne co możemy zrobić to ĆWICZYĆ!

sobota, 3 grudnia 2011

Wiataj Mila !

Oto Milka :)) Mila, Miluś, nazywajcie ją jak chcecie. To nowa współlokatorka Chili, szynszylki od razu się polubiły. Post nie będzie za bardzo zróoważony, bo nie wiem jak przejść z jednego tematu na drugi, więc prosze nie miejcie mi tego za złe. Najpierw chce złożyć serdeczne podziękowania dla Kingi i Czokusia, za radę dotyczącą kupna Milki.Teraz mi wstyd, bo w końcu mam i miałam szynszyle, a nie wiedziałam tego, że gdy żyją same, szybciej zdychają i jest im źle. Czytałam różne artykuły o szyl, a nie natknełam się na tą wiadomość. Może poprostu było to takie oczywiste...
Chila i Milka, rozpoznajecie? Ja tylko z bliska.
A teraz coś na inny temat, a mianowicie o pozyskiwaniu futra z szynszyli.. Chyba każdy z miłośników zwierząt ma o tym takie same zdanie...OKRUCIEŃSTWO!! Powinno to być zakazane! Nie chodzi tu tylko o szynszyle, ale też o inne zwierzęta. Szkoda słów. Musze wam jednak powiedzieć, że Mila jest z takiej hodowli. Gdy szukałam szynszylek koło Wrocka, natknełam się na hodowle w Milinie. Myślałam, że to mała domowa chodowła, ale niestety na miejscu okazało się, że jest ich tam 300, a to mówi samo za siebie. Nie spodziewałam się tego, ale pomyślałam, że chociaż jedną uratuje. hodowca pokazął dwie, jednak kiedy je zobaczyłam, zabrakło mi powietrza, nigdy jeszcze nie miałam takiego uczucia, zrobiło mi się tak żal tych małych bezbronnych zwierzątek, że dopiero po chwili mogłam wziąść spokojny oddech.Musiałam wybrać tylko jedną,lecz gdy pomyślałam sobie,że jedna trafi pod nóż,zrobiło mi się słabo, dwóch wziąść nie mogłam.. Wybrałam starszą,miałam nadzieje, że młodsza będzie miała większe szanse na nowy dom. Gdy wsiadłam z mamą do samochodu, powiedziałam "Jezu, jak ja je zobaczyłam to..."  i znowu tu oczycie, brak powietrza, zamiast słów poleciały łzy, a mama domyśliła się o co chodzi i powiedziała "Ciesz się tym co masz, przynajmniej uratowałyśmy jedną" Po chwili wziełam głeboki oddech i uspokoiłam się, popatrzyłam na Mile i poczułam się jak bym przekazała ogromną darowizne dla schroniska dla zwierząt. Ta satysfakcja, że uratowała się jakieś zwierzę jest niezwykła, a widok szczęśliwego zwierzątka jest bezcenny.

A tu jeszcze roztańczona i rozskakana Kaja:



środa, 23 listopada 2011

Nowości

Cześć.
Tą notke miałam napisać w poniedziałek, ale jakoś się nie złożyło.. Więc tak, w sobotę przyjechała do nas ciocia z nową szynszylką.. Ta sama od której dostałam Fredke (wiecie, tą moja pierwszą szynszylkę )
Wybrałam takie imię, żeby choć trochę ją opisywało, nie chciałam dać jej jakiegoś banalnego imienie, miało być kródkie i orginalne. A więc,.. Chila :) tak Chil, Chili jak kto woli, a jakie to ma związek z szynsszylą? Może nie wiecie, ale pierwszą szynszyle wychodowanio w Chile, stąd to imię.

U mnie i u Kaji jest dobrze! Ciągle ćwiczymy różne różności, ostatnio jazde na deskorolce. Dodałam również filmik z jesiennych harców:

poniedziałek, 7 listopada 2011

Magia jesieni ?

Czy wy też lubicie jesień?
Bo my tak. Uwielbiamy kolorowe liście spadające z drzew, zapach świerzych żołędzi przy wejściu do lasu. Można powiedezieć, że prawdziwa złota jesień zaczeła się u nas dobiero z początkiem listopada, bo w pażdzierniku jesień była mokra i okropna. Listopad nas zaskoczył :)) Listopad zaskakuje, a Kaja chyba wzieła z niego przykład. Poszliśmy wczoraj wszyscy na spacer do lasu (czyli ja z rodzinką i z kudłaczami + ciocia, wujek i ich chłopaki) Było 20 stopni w cieniu! Żal siedzieć w domu. W lesie było tak ciepło i przyjemnie, że można było dosłownie się opalać. Po drodze napotkaliśmy ciekawy stawik, właściwie to był mały staw, można by rzec, że ogromna kałuża :) Ciekawa była dlatego, że cała była pokryta liściami:

Nawet nie wiem kiedy i jak Kaja się w niej znalazła. To była chwila, spacerowała siobie przy brzegu
a sekunde później zauważyłam ją w wodzie. Była przerażona! Kaja nie lubi się kąpać i jest chyba ostatnim psem którego podejżewała bym o wejście do wody! A jednak. Ale myśle, że ona nawet nie wiedziała, że tam jest woda. Wydawało jej sie, że będzie stąpać na twardej ziemi, niestety dała się nabrać :) Podczas jej kąpieli, trzymałam w ręce aparat, ale jak ciocia by mi o tym nie przypomniała to zdjęcia by nie było..

Szczęście, że było ciepło i Kaja tak nie zmarzła.
Wariatka moja:)
Wiecej zdjęć TUTAJ

piątek, 28 października 2011

Czy boje się klikera ?

O co Ci chodzi? - Spytał ponownie patrząc na Kaje z tempą miną, a ta poraz kolejny z przestraszoną mordką wtulała się właśnie w drzwi. Było to jakieś 7 miesięcy temu, gdy zaczynałyśmy prace z klikerem. Szybko zorientowałam się, że to właśnie kliker jest przyczyną tych wszystkich strachów. Był poprostu za głośny. No cóż, nie miałam możliwości wyboru, bo kupiła go mama. Jednak to była lekka przesada, był głośny nawet dla mnie i dla innych domowników, a co dobiero dla takiej małej Kaji która ma kilkanaście razy lepszy słuch ode mnie? Sama miałam ochote się schować gdy słyszałam ten okropny dźwięk <KLIK! , KLIK >  to było nie do zniesienia.
Nie było innego wyjścia, bo co mamy się męczyć z takim okropnie głośnym narzędziem, zaczełyśm szukać innego :)) Musze przyznać, że na początku nie było to łatwe, a wręcz trudne. Nie mogłam znaleść innego klikczka, w trzech zoologicznych były tylko "te głośne" Trochę to dziwne, ale tak właśnie było. Na internecie zamawiać nie chciałam, bo jak okaże się głośny? Ale w końcu... w końcu się udało !! Znalazłam.
Udało się. Jest on zdecydowanie lepszy i Kaja się go nie boi. Swoją drogą myślałam, że Kaja nie jest taka tchórzliwa, nie boi się burzy, pralki, odkurzacza, a klikera tak.. Najważniejsze jednak, że nam się udało i że nie poddałyśmy się po pierwszej próbie. Chociarz był taki moment, trwał około miesiąc. Uważałam, że kliker "przestał działać" Nie w sensie, że przestał klikać tylko, że Kaja na niego nie reaguje tak jak kiedyś, lecz definitywnie byłam w błedzie. To ja robiłam błędy w klikaniu, a nie Kaja w rozumieniu. Tak czy tak uważam, że dużo się nauczyłyśmy dzięki tej metodzie i każdemu ją polecam :)
Nowe zdjęcia : KLIK!

sobota, 8 października 2011

Mamy lepsze i gorsze dni

Ostatnim czasem mój tok myślenia był dosyć pesymistyczny, z różnych powodów, ale głównie chodziło o to, że czasami...hmm... jak by to powiedzieć Kaja mi nie wystarczała... Miałam ochotę potrenować frisbee, albo zwyczajnie pobawić się z psem. Pewnie się zastanawiacie dlaczego nie robiłam tego z Kają... Noo więc można powiedzieć, że Kaja już dawno temu straciła zamiłowanie do zabawy, głównie przez to, że dzieciństwo spędziła ze starszymi osobami, a teraz w ogóle olewa wszystkie zabawki. Jeszcze do niedawna stanowiło to dla mnie problem, ale teraz przekonałam się, że po co mi to ? Tylko to się liczy ? Nieee, kocham Kaje za to, że jest, za to że potrafi mnie pocieszyć w najcięższych dla mnie chwilach, za to że jest inna...

Traz skupiamy się na swoich mocnych stronach czyli sztuczkach :) Nie myślimy o tym czego nie możemy zrobić, tylko o tym co nam idzie najlepiej. Jestem zadowolona, że wreszcie to zrozumiałam i nie jest mi smutno, że Kaja nie potrafi czegoś tam, jestem szczęśliwa, że potrafi coś tam .. :)) A najbardziej mnie cieszy to... że mnie kocha !!

środa, 28 września 2011

Wystawowy czas :)

Kto by nie lubi wystaw ? Takie osoby stanowią mniejszość psiarzy.
Fajnie jest zobaczyć tyle przeróżnych ras jednego dnia.. Dla osób posiadających rodowodowe psiaki pewnie nie stanowi już to takiej wielkiej atrakcji. Ja nie jestem posiadaczką takiego psa, więc na wystawach nie jestem tak często jak niektórzy.

Kilka portrecików:






Po tej wystawie zwiększyła się moja miłość do rasy Grzywacz Chinski chociaż wcześniej mało interesowałam się tą rasą,w niedziele podbiły moje serce. Nie tylko ze względu na wygląd, ale również za przesympatyczne nastawienie. Klęknełam do pewnego osobnika długowłosego z chęcią cykniecia mu foty, niestety stało się to niemożliwe ponieważ psiak zamiast mi ładnie zapozować wepchał się między moje nogi, wygłaskałam go łaskawie i stwierdziłam, że ma bardzo jedwabiste futerko, co również mi zainponowało. Następnie podeszłam do Grzywacza który miał tylko kępki włosów na głowie, ogonie i łapkach, on również nie był najlepszym modelem :/ Podobnie jak jego rówieśnik dosłownie wepchną się między moje ręce, tym samym byłam zmuszona odłożyć aparat i znowu nie miałam zdjęcia. Zdesperowana podeszłam do następnego Chińczyka i tu  właśnie mi się udało! Właściwie to dzięki jego właścicielce, która zobaczyła, że chce mu zrobić zdjęcie i przyciągnęła go do siebie, z czego sam piesek nie był zadowolony...


Nie zabrakło również pokazów :







I oczekujących zawodników :






Jak i znudzonych szczeniaków :




 

Jednym słowem było SUPER ! 

czwartek, 22 września 2011

Dog tricks

Jakoś otrząsnełam się po utracie zwierzaka, związku z tym nadszedł czas na kolejny post. Niestety, nie będzie długi, ani może ciekawy też nie :/ Głównie chodzi mi o zaprezentowanie mojego najnowszego filmu, powstał już jakiś dobry tydzień temu, ale jakoś nie było okazji by napisać :)




No i to tyle, moge jeszcze dadać, że jestem chora od wtrorku i w związku z tym przez ostatni tydzień nie trenowałyśmy agility, może ze dwa razy posztuczkowałyśmy i tyle. Jakis wstrętny virus dopadł moje gardło i teraz nudzimy się w domu... Możliwe, że w niedziele wybiore się na wystawe międzynarodową do Wrocka, licze na to bo byłam tam w zeszłym roku, wiążą się z tym miłe wspomnienia.

sobota, 17 września 2011

Dlaczego życie jest takie kruche ?

Why ??
Dlaczego tak jest? Dlaczego tak szybko się to skończyło? Co zrobiłam źle?
Przykra sprawa, Fretka zdechła...
Nie da sie opisać tych emocji, jakie mi wtedy i teraz towarzszą, mam wrażenie, że jak bym coś zrobiła inaczej, ona dalej by żyła. Trudno to napisać tak byscie zrozumieli co ja czuję. Może napisze jak to się stało, chodź po policzkach ciekną strumyki łez...
Zeszłam dzisiaj na dół i nie zwracałam uwagi na Fredkę, w ogóle nie przywitała się z nią, zjadłam szybkie śniadanie i poszłam na góre, zacząć robić zadanie na WOS, ledwo chwyciłam ołówek do ręki, a na dole słyszę już głosy " Co jej jest? " " Fredka ? " Zbiegłam po schodach, a w kladce zobaczyłam, biedną leżącą Fredkę, nóżki miała sztywnę, ale oddychala i leciutko się poruszała. W około kladki zebrała się cala rodzina, rozmawiali między sobą, dyskutowali, ale ja... ja się nie słyszałam, tylko zdezorientowana usiadłam na rogu wersalki, nie wiedziałam co się dzieje, zapatrzyłam się w jakis martwy punkt i dobiero po chwili dotarło do mnie, że ona najprawdobodobniej zdechnie... Szybko zebraliśmy się do weterynarza. Dojechaliśmy, szybka wysiadka, ale tylko ja i Tato weszlismy do gabinetu, bałam się co powie wet, chociaż i tak byłam pawna, że już jej nie uratujemy. Popatrzył tylko na nia i powiedział " Zdechła " Normalnie, oznajmił to bez, żadnego wyrazu współczucia, to naprawdę mnie zabolało... Osłuchal ją i powiedziała, że jeszcze oddycha, podał jej zastrzyk adrenaliny, ale stwierdził, że ma 1% szans na przeżycie. To oznaczało jedno. Fredka odchodzi. W połowie droki do domu, przestała oddychać.... Właśnie wtety, zakończyły się jej męki.
Biedactwo, nie dożyła nawet roczku, cały czas siebie obwiniam, bo nawet nie wiem czemu zdechła, najprawdobodobniej mogła coś zjeść, coś czego nie powinna ruszać, ale jakieś 3 dni temu, uciekla z rąk mojego brata, schował się pod szafki w kuchni, przez godzine ją łapaliśmy. Możliwe, że wtedy coś zjadła :/
Nie mam ochoty o tym myśleć, już teraz za nią tęskie.
No nic, życie toczy się dalej i ja też muszę żyć dalej, lecz mam nadzieje, że kiedyś jeszcze ją zobaczę, chociaż na chwilkę, chociaż na trochę chciała bym trafić do tego miejsca, gdzie trafiają zwierzęta.. Fredka, pewnie kiedyś się spotkamy, kochana, teraz jest Ci lepiej, nic cie nie boli.... Powodzenia.

FREDKA, NEVER FORGET YOU !

poniedziałek, 5 września 2011

Do lasu, na grzyby! - FOTORELACJA

"Do lasu, na grzyby!" Tytuł dzisiejszego postu może i nie jest za bardzo przemyślany, ale to raczej dla picu.W tej notce pisania będzie wyjątkowo mało, bo głównym tematem będą zdjęcia, właśnie z wyprawy do lasu.
W lesie można zrobić naprawdę przecudowne zdjęcia, z resztą sami chyba o tym najlepiej wieie, kto by nie lubił robić zdjęć swoim najukochańszym pupilom w tak pięknej sceneri. Las jest do tego idealny, ale głównie jesienią :/ Choć późnym latem, też można zrobić kilka ciekawych ujęć.
Najciekawsze zdjęcia jednak wychodzą gdy wykorzystamy jakieś elemety leśnej przyrody i "wmontujemy" je do naszego kadru.
Mi osobiście bardzo podobają się również zdjęcia zrobione w biegu :D
 
  
Portreciki również są wskazane ( Szkoda, że rozmazane :/ )